logowanie rejestracja

Życie w PRL-u.

PRL – okres słusznie miniony? Stan wojenny – konieczność? Gdyby tak zapytać grono ludzi, żyjących w tym okresie, odpowiedzi na te pytania, były by zapewne bardzo różne. Poniżej przedstawiam zarys ówczesnego życia, z punktu widzenia mającej wtenczas 21 lat Malborżanki.

B: Jak dowiedziała się Pani o wprowadzeniu stanu wojennego?
J: Rankiem 13go grudnia włączyliśmy telewizor, lecz nie było żadnego sygnału, tak więc mój tata poszedł do sąsiadów zapytać czy również mają zakłócenia w odbiorze, po czym wrócił z wiadomością, że o północy wprowadzony został stan wojenny.

B: Jak Pani rodzina i Pani zareagowaliście na tę wiadomość?
J: Wszyscy byliśmy w szoku. Ja nie wiedziałam w ogóle, co to jest, zupełnie nie interesowałam się polityką. Dopiero skończyłam szkołę, zaczęłam pierwszą pracę. Było to wielkim zaskoczeniem. Moi rodzice wielokrotnie dyskutowali na ten temat. Przeżyli wojnę, ale nie wprowadzenie stanu wojennego w kraju, w którym podobno panuje pokój. Mój ojciec, przeciwnie do mnie, interesował się polityką. Słuchał „Wolnej Europy” i opowiadał nam o strajkach wybuchających w większych miastach, ale nie przypuszczał, że może to stać się jedną z przyczyn do wprowadzenia przez Radę Państwa stanu wojennego.

B: Zastosowano oszczędność energii. Czy było to dużą przeszkodą do codziennego funkcjonowania?
J: Pewnie, że tak. Ci co mieli centralne ogrzewanie mieli bardzo zimno w domu. Moja mama musiała mieszkanie dogrzewać gazem. Po za tym panowały „egipskie ciemności”. W zasadzie wieczorem nie można było nigdzie wyjść. Raz, że godzina policyjna, dwa, że strach wyjść w takie ciemności. Wszystkie sklepy, mieszkania, ulice były nieoświetlone.

B: Wprowadzono w obieg kartki żywnościowe. Ile kartek można było uzyskać? Czy każdy dostawał taką samą ilość na konkretne produkty?
 J: Każdy dostawał jedną miesięcznie. Było to odnotowywane w dowodzie osobistym. Jeżeli ktoś miał dużą rodzinę to żyło mu się lżej. Razem pozbierali kartki, to mogli ewentualnie więcej kupić, jeżeli oczywiście dostali to w sklepie. Pamiętam, jak mój tata brał moją, mojej mamy kartkę na papierosy no i miał dodatkowo swoją i jeszcze mu było mało (śmiech). Kartki oczywiście nie były dla wszystkich jednakowe. Wprowadzono podział bonów na trzy grupy: M1- pracownicy umysłowi, M2- pracownicy fizyczni i dla dzieci M1D. Do dziś zostało mi wiele kartek. Nie zostawiłam ich na pamiątkę, po prostu nie można było wykupić towarów w terminie, ponieważ w sklepach były braki.

 

B: Towaru było mało. Czy w związku z tym ilość towaru była wydzielana klientowi?
J: Tak. Komuna stwarzała pozory, że coś niby na tych półkach jest. Ale nie można było kupić tyle ile się chciało. Ograniczano ilość zakupów przez odnotowywanie ilości kupionego towaru. Brało się po prostu to, co się dało. Często jeździło się do rodziny na wsi, żeby zaopatrzyć się w nabiał. Ludzie jakoś sobie radzili. Często sobie żartowaliśmy, że niby nic w sklepach nie ma, ale jakoś żyjemy (śmiech). Ludzie wykazywali zaradność, spryt. Zawsze z jakiejś sytuacji znalazło się wyjście.

B: Jak wyglądały zakupy w tym czasie?
J: Tworzyły się tak zwane komitety kolejkowe. Zdarzało się, że ludzie tygodniami stali w kolejkach na zmianę. Wybierano jedną osobę z kolejki, która zapisywała, kto jest który w kolejności. Jak ktoś chciał np. wyjść na jakiś czas z kolejki, bo był zmęczony, to jeśli nie przyszedł w określonym terminie albo nie przysłał kogoś, kto by go zastąpił w czekaniu, został wykreślany, ponieważ inni go nie wpuścili. Często stało się nocą. Sama pamiętam, jak czekałam w mroźną, zimową noc w kolejce do mięsnego. Niektórzy wynajmowali „etatowego stacza”, przeważnie byli to ludzie, którzy nie mieli w rodzinie emeryta czy rencisty, który miałby czas na stanie w kolejce. Wówczas prosiło się taką osobę, aby wystała nam po jakiś towar. Ludzie pracujący nie mieli by szans na kupno towaru, bo był on tylko rano, godzinę czy dwie, a z pracy nie można było się zwolnić, żeby iść kupić. Co do kolejek… tętniły życiem, życie towarzyskie kwitło.. Można było się wiele dowiedzieć. Ludzie rozmawiali o polityce, o zakupach, gdzie ktoś dał łapówkę, o tym, co dzieje się w mieście, o niesprawiedliwym rozdzielaniu towarów.

B: Czy często występowały kłótnie w kolejkach?
J: Pewnie. Szczególnie dlatego, że inwalidzi wojenni byli obsługiwani po za kolejnością. Tak samo jak kobiety w ciąży. Ludzie buntowali się, szczególnie jak było mało widać. Żądali pokazania książeczki albo zaświadczenia od lekarza.

B: Co sądzi Pani o wprowadzonej wówczas cenzurze?
J: Dla mnie była śmieszna. Zwykłe kartki, pocztówki były kontrolowane. Ocenzurowano mi nawet telegram ślubny.

B: Czy w tym okresie żyło się lepiej czy też gorzej?
J: Żyło się po prostu inaczej. Lepiej, ponieważ kto chciał miał pracę. Człowiek był pewien stabilizacji. Gorzej za względu na problemy z zaopatrzeniem, aczkolwiek ludzie sobie radzili, wyprawiali wesela, chrzciny. Człowiek był jak zdobywca. Cieszył się z każdego kupionego towaru nawet, jeśli miał jakiś defekt. Pracowałam w sklepie RTV i ludzie nie zważali na to czy sprzęt ma wadę czy też nie. Kupowano wszystko, co było dostępne.

B: Dziękuję za rozmowę.

 

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.