logowanie rejestracja

Herbata w PRL-u

Herbata. Wypijana z rana, po obiedzie, czasem przy kolacji. Można powiedzieć, że towarzyszy Polakom właściwie przy każdej dogodnej do tego okazji. Obok kawy, herbata jest najbardziej popularnym napojem niezawierającym alkoholu we współczesnej Polsce. W sklepach bez problemu znaleźć można wiele jej rodzajów, w tym także te bardziej egzotyczne, jak np. yerba mate. Nie brak również gustownych czajniczków oraz filiżanek, przeznaczonych specjalnie do picia herbaty. A jak to wyglądało dawniej, jakie miejsce zajmowała herbata w czasach PRL-u?

herbata jubileuszowa
W epoce panowania systemu komunistycznego, herbata panowała niepodzielnie – pito ją zarówno w domach, jak i w lokalach gastronomicznych. W kategorii napoi bezalkoholowych nie miała konkurencji, tym bardziej, że jej odwieczna rywalka, czyli kawa, była dobrem luksusowym, trudno dostępnym i nadzwyczaj drogim. Co ciekawe, herbata nie kojarzyła się Polakom wcale z Chinami i Japonią, gdzie ją odkryto, lecz raczej z Rosją. To właśnie poprzez tereny zamieszkiwane przez Rosjan, herbata dotarła do domów zwykłych ludzi. Wcześniej była ona znana jedynie na dworkach magnackich oraz w domostwach bogatej szlachty i mieszczan. Z języka rosyjskiego pochodzi także nazwa „czaj”, określająca herbatę – pojęcie to jest jeszcze stosowane czasem i dziś, szczególnie we wschodniej Polsce.

Herbatę, z racji na jej szeroką dostępność w systemie socjalistycznym, promowano nawet w literaturze. Pozytywni bohaterowie powieści socrealistycznych z reguły nie pijali kawy, ich napojem przewodnim najczęściej była właśnie herbata. Jak widać, propaganda komunistyczna dbała także o tak nieistotne, wydawałoby się, rzeczy. Pomimo tego, że herbatę można było zdobyć stosunkowo łatwo, to różniła się ona zdecydowanie pod względem jakości od najlepszych wtedy gatunków, czyli yunnanu i madrasu. Najbardziej powszechnymi wówczas rodzajami były herbaty: popularna i gruzińska. Obydwie charakteryzowały się niezbyt szlachetnym pochodzeniem – stanowiły mieszankę najgorszych chińskich liści herbacianych. Na lepsze gatunki herbaty monopol posiadało państwo: jedynie kilka kawiarni w Polsce mogło legalnie serwować herbatę po angielsku i po rosyjsku (m.in. warszawski Gong czy łódzka Teinka). 

herbata popularna
W biurach z kolei powszechna stała się tzw. herbata plujka – łyżeczka ziela zalewanego gorącą wodą. Picie plujki w miejscach pracy było zjawiskiem powszechnym. W latach 70-tych, herbata spotkała się z żywym zainteresowaniem sfer rządowych. Ówczesny wiceminister kultury wydał rozporządzenie, zalecające pracownikom jej popijanie. Z tej okazji ustalono nawet definicję, wedle której herbata „składa się z części suchej i mokrej”. Celem picia herbaty była natomiast „regeneracja sił pracowniczych”. Inaczej sytuacja wyglądała w kawiarniach i lokalach gastronomicznych. Podawano tam najczęściej tak naprawdę produkt herbatopodobny, czyli tzw. herbatę ekspresową. Parzono ją z torebek, które zawierały susz pochodzący z odpadów powstałych przy wytwarzaniu lepszych gatunków herbaty. Tego rodzaju wyrób serwowano w zwykłych szklankach. Z większą ilością szacunku herbata spotykała się w domach prywatnych, gdzie zazwyczaj przestrzegano obrządku i tradycji. Ludzie często spotykali się przy czajniczku z esencją, jednocześnie prowadząc długie rozmowy.

Redaktor
Mateusz Pietrzyk

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.