logowanie rejestracja

Czarny czwartek - masakra na Wybrzeżu

Od końca lutego w polskich kinach wyświetlany jest „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”. Dzieło Antoniego Krauze opowiada o jednym z ważniejszych wydarzeń w historii PRL-u, czyli masakrze robotników na Wybrzeżu, do której doszło w grudniu 1970 roku. Tytuł filmu nawiązuje do „Ballady o Janku Wiśniewskim”, napisanej jeszcze w czasach komuny przez opozycjonistę Krzysztofa Dowgiałłę. Pierwowzorem postaci Janka Wiśniewskiego był Zbyszek Godlewski, który w chwili śmierci miał jedynie 18 lat. Brutalna pacyfikacja demonstrantów przez milicję i wojsko doprowadziła, według oficjalnych danych, do śmierci 45 osób.

czarny czwartek
Ogólna sytuacja w PRL-u w roku 1970 okazała się wyjątkowo niekorzystna dla gomułkowskiego kierownictwa Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Z jednej strony zły stan rynku, rosnące niezadowolenie społeczeństwa, a z drugiej walki wewnątrz partii i twarda postawa władz wobec robotników. Pozycja ówczesnego I sekretarza KC PZPR, Władysława Gomułki wyraźnie słabła. Wskutek pogarszającej się sytuacji ekonomicznej i postępującej niewydolności gospodarki, 12 grudnia Rada Ministrów podjęła decyzję o podwyżkach cen. Podwyższenie cen objęło przede wszystkim artykuły spożywcze oraz materiały budowlane. Mięso podrożało średnio o 18%, mąka – 17%, makaron – 15%, ryby – 12%, węgiel – 10%, a cegły aż o 37%. Kierownictwo partii nie spodziewało się większych protestów ze strony ludności. Przeświadczenie to okazało się sporym błędem Gomułki i jego towarzyszy.

Nową „regulację cen” ogłoszono w telewizji następnego dnia. Już rankiem kolejnego dnia, w poniedziałek 14 grudnia w Stoczni Gdańskiej doszło do wybuchu protestu. Blisko trzy tysiące robotników zgromadziło się przed siedzibą dyrekcji zakładu. Szybko wyłoniono rzeczników, a następnie sformułowano pierwsze postulaty, głównie natury ekonomicznej (żądano m.in. rekompensat za podwyżki). Dyrekcja nie zareagowała w żaden sposób, zatem tłum demonstrantów pomaszerował w kierunku budynku gdańskiego Komitetu Wojewódzkiego. Już popołudniu doszło do pierwszych starć z oddziałami milicji, wieczorem natomiast padły pierwsze ofiary śmiertelne. W międzyczasie do protestu zaczęły dołączać się grupy robotników z innych zakładów. Ówczesny premier Józef Cyrankiewicz, na wieść o zamieszkach na Wybrzeżu, wydał rozkaz o wyprowadzeniu wojska z gdańskich koszar. Przez kolejne dwa dni protesty robotników przybierały na sile, do strajku przyłączały się zakłady pracy w kolejnych miastach, przede wszystkim w Szczecinie, Elblągu i Gdyni. Oprócz postulatów ekonomicznych, pojawiły się także żądania wolności prasy i religii. 

czarny czwartek
W czwartek 17 grudnia, tysiące ludzi zmierzały do swych zakładów pracy, by podjąć strajk okupacyjny. Okazało się, że wiadukt koło stacji Gdynia-Stocznia został obstawiony oddziałami wojska. W pewnym momencie ludziom kazano się rozejść, po czym bez ostrzeżenia otworzono do nich ogień. Zginęło kilkadziesiąt osób, w tym również kobiety w ciąży. Cały czas nadjeżdżały pociągi z kolejnymi pracownikami. Strzelanie do spokojnie idących do pracy robotników, będące aktem ludobójstwa, doprowadziło do gwałtownych starć ludzi z oddziałami wojska i milicji. Padły kolejne ofiary śmiertelne, a setki osób odniosło rany. Jednej z grup robotników udało się przedostać do śródmieścia Gdyni, niosąc na drzwiach ciało poległego Zbyszka Godlewskiego. Wydarzenie to stało się symbolem masakry na Wybrzeżu w 1970 roku. W ciągu kilku następnych dni, przygnębieni robotnicy zakończyli całkowicie protesty. Do dziś nie wiadomo kto wydał rozkaz strzelania do niewinnych ludzi. Historycy przypuszczają, że mógł to być Zenon Kliszko lub gen. Korczyński, czyli osoby, które przejawiały wyjątkową zajadłość wobec protestujących robotników. Po masakrze w Gdyni, Gomułka został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska I sekretarza KC PZPR.

Redaktor
Mateusz Pietrzyk
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.