logowanie rejestracja

A Święty Mikołaj stał się wrogiem ideologicznym

Niedługo po zakończeniu II wojny światowej, komunistyczne władze PRL-u rozpoczęły walkę z silnie zakorzenionym w społeczeństwie katolicyzmem. Owe tendencje dobrze oddają słowa Edwarda Ochaba, wypowiedziane na jednym z posiedzeń partyjnych – „Musimy wybić zęby klerowi”. Skrajnie negatywne nastawienie do religii katolickiej wynikało z postrzegania jej jako konkurencji dla „jedynie słusznej” ideologii komunistycznej. Aparat partyjny uznał, że katolicyzm jest za bardzo powiązany z kulturą zachodnią i dlatego stanowi element amerykańskiej dywersji na froncie walki ideologicznej. W ramach ataku na Kościół katolicki rozpoczęto tworzenie nowej, świeckiej obrzędowości. Działania te objęły swym zasięgiem również tradycje bożonarodzeniowe. Propaganda komunistyczna zaczęła przedstawiać Boże Narodzenie jako tradycję jedynie ludową, Święty Mikołaj stał się natomiast poważnym wrogiem ideologicznym. 

Dziadek Mroz
Władze komunistyczne już pod koniec lat 40-tych zaczęły propagować obchody Nowego Roku, które miały jakby wyprzeć ze świadomości społeczeństwa święta Bożego Narodzenia. Czas między 24 grudnia a pierwszym dniem stycznia, przedstawiano jedynie jako okres odpoczynku. Chociaż święta były dniami wolnymi, to w Wigilię starano się na różne sposoby zatrzymać w pracy jak najwięcej robotników. Choinki, które stanęły w urzędach państwowych, halach fabryk czy szkolnych świetlicach, zostały przyozdobione w nowy, zgodny z „jedynie słuszną” ideologią sposób – na gałęziach wieszano modele dźwigów, hut, lokomotyw, a nawet armat i czołgów. Zamiast kolorowych łańcuchów, wykorzystywano specjalne makiety trakcji elektrycznych. Także bombki doczekały się rewolucji, pojawiły się bowiem na nich hasła propagandowe, takie jak np. „Pokój” i „Przyjaźń”. Dopełnieniem stało się umieszczanie na szczycie choinek czerwonych gwiazd.

Kolejnym polem oddziaływania komunistycznej propagandy zostały następnie szkoły i przedszkola, a przede wszystkim organizowane w nich imprezy choinkowe, które miały połączyć w sobie radosna zabawę z indoktrynacją. Interesującym przykładem tych praktyk jest przykładowo tzw. zabawa w wykonanie planu. Maluchy budowały z klocków mury, na ścianach z kolei wisiały hasła mające zagrzewać ich do przekroczenia normy. Dzieci otrzymywały później dyplomy dla przodowników pracy. Wszytko to było oczywiście zgodne z wytycznymi Wydziału Propagandy.

W ramach walki z imperialistyczną kulturą Zachodu, represje spotkały również Świętego Mikołaja, roznoszącego rokrocznie podarunki. W roku 1949 zastąpił go przybysz z „bratniej Rosji”, niejaki Dziadek Mróz. O dziwo, postać Dziadka miała sporo cech Świętego Mikołaja – charakterystyczną siwą, długą brodę, a także okulary. Mróz, podobnie jak jego poprzednik, brał dzieci na swe kolana i mówił „ho, ho, ho, ho…”. Od tamtego czasu wizerunek Świętego Mikołaja został objęty cenzurą; pojawiał się jedynie w karykaturach prasowych, np. obdarowując Konrada Adenauera (ówczesnego kanclerza Republiki Federalnej Niemiec) rakietami oraz czołgami. Dziadek Mróz miał stać się symbolem ludowych korzeni świąt bożonarodzeniowych. Przyodziany był zazwyczaj w biały lub złoty kaftan, co ciekawe, czasami ubrany był w strój rosyjskiego chłopa. Mrozowi towarzyszyła zazwyczaj żona – Starucha Zima oraz wnuczka – Śnieżynka. Cała trójka rozdawała dzieciom prezenty,  a następnie czytała bajki, w tym m.in. opowiadanie pt. „Lenin wśród dzieci”. Opowiadanie to przedstawiało historię traktującą o wodzu rewolucji, który razem z dziećmi świętował przy choince przyjście Nowego Roku. Oto fragment tego wiekopomnego działa: „Wokół przystrojonego drzewka powstało taneczne koło. Lenin sam wśród dzieci bawi się zachwycony, zagradza drogę kotkowi, ułatwia ucieczkę myszce. Dzieci zrozumiały, że Lenin, którego widziały po raz pierwszy, jest ich największym przyjacielem i towarzyszem”.

Dziadek Mroz
Na szczęście próby wprowadzenia nowych tradycji skończyły się porażką komunistycznych władz. Specyficzne projekty ozdób świątecznych nie przyjęły się w domach zwykłych ludzi, na co szczerze liczyli dygnitarze partyjni. Rodzice częstokroć rezygnowali z posyłania swych pociech na noworoczne imprezy, ponieważ traktowali nowe zwyczaje jako swego rodzaju świętokradztwo. Najlepszym dowodem niepowodzenia propagandy komunistycznej, jest uroczystość wręczenia podarków żołnierzom w roku 1957. Wtedy to prezenty wręczał nie kto inny jak „imperialista” – Święty Mikołaj. Nie zmienia to oczywiście faktu, że katolickie tradycje bożonarodzeniowe, w następnych dziesięcioleciach trwania PRL-u, były nadal bardzo nieprzychylnie odbierane przez aparat partyjny.

Redaktor
Mateusz Pietrzyk
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.