logowanie rejestracja

Używki w czasach PRL-u

W Sejmie przegłosowano wczoraj projekt ustawy w sprawie substancji psychoaktywnych. Ustawa zakłada m.in. zakaz produkcji i sprzedaży substancji, mogących oddziaływać na człowieka w sposób psychoaktywny. Działania te mają oczywiście ścisły związek z problemem tzw. dopalaczy, które stały się w ostatnim czasie tematem numer jeden w mediach. Problem dopalaczy, czy szerzej używek, w ostatnich latach jest raczej dobrze znany przeciętnemu człowiekowi. Zastanówmy się zatem jak problem używek wyglądał w czasach PRL-u. Na wstępie zaznaczyć trzeba, iż kwestia narkotyków to wówczas zjawisko niszowe, głównym „dopalaczem” była natomiast wódka.

wodka
Jeszcze w czasie zaborów, spożycie alkoholu stanowiło duży problem społeczny. W drugiej połowie XIX wieku, przeciętny Polak na terenach zaboru rosyjskiego wypijał średnio 12 litrów spirytusu na głowę. Sytuacja uległa wyraźnej poprawie po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Wpływ na to miało z pewnością poczucie wolności we własnym kraju, lecz także działające na szeroka skale organizacje propagujące trzeźwość. Dzięki temu średnia ilość spożywanego alkoholu w dwudziestoleciu międzywojennym spadła niemal dwunastokrotnie w stosunku do czasów wcześniejszych. Problem powrócił w trakcie II wojny światowej – Niemcy używali m.in. wódki jako zapłaty dla pracujących polskich robotników. Celem tego było osłabienie polskiego ducha narodowego. Ponadto pijanym robotnikom robiono zdjęcia, wykorzystywane w propagandzie niemieckiej, by ukazać Polaków jako „zbydlęconych podludzi”.

Po zakończeniu w 1945 roku II wojny światowej, poziom spożycia alkoholu znów się obniżył. Jednakże już od 1950 r. wódka zaczęła powracać na swe pozycje. Widoczna jest w tym wszystkim bardzo ciekawa zależność: im gorsza była ogólna sytuacja w państwie, tym bardziej zwiększała się konsumpcja alkoholu. Prawdziwą wydaje się teza, mówiąca, że  ilość wypijanej wódki ma związek z poziomem życia, optymizmem oraz oczywiście poczuciem wolności. Flaszka wódki na głowę, zaczęła stawać się zwyczajowym objawem dobrej zabawy czy jakiejkolwiek imprezy. Stale utrzymywała się tendencja wzrostowa w spożyciu alkoholu. W roku 1965 było to średnio 4 litry czystego alkoholu na jednego obywatela, z kolei w 1940 r. już ponad 5 litrów.

W trakcie przełomowego roku 1980, statystyczny Polak wypijał po 6 litrów czystego alkoholu na głowę. Dane te nie uwzględniają jednak zjawiska pędzonego nielegalnie bimbru, a było to wtedy powszechne. Tak zatem „realne” statystyki przedstawiały się zapewne jeszcze gorzej. Ciężko stwierdzić jaki wpływ na fatalną sytuację społeczną miały „złe obyczaje polskie”. Z pewnością istotny wpływa na wzrost spożycia alkoholu miała bardzo słaba kondycja upadającego powoli państwa komunistycznego. Jak wynika ze statystyk: przeciętny Polak wydawał na alkohol o 60 % więcej pieniędzy niż na ubrania i 40 % niż na mięso. Lecz z drugiej strony trzeba pamiętać, że przecież w sklepach, przez większość czasu, brakowało podstawowych produktów. Dziwnym trafem wódki w sklepach nie brakowało. Ile było w tym celowego działania władz komunistycznych – trudno ocenić. Jednak na pewno otępiałe, upite społeczeństwo było łatwiejsze do kontrolowania.

Kolejnym problemem lat osiemdziesiątych w Polsce, stało się zjawisko picia w miejscu pracy. Według niezweryfikowanych danych – aż 40 % alkoholu wypijano w trakcie czasu pracy. Nie wpływało to zbyt dobrze na efektywność i wydajność pracy. Jeśli dane te są prawdziwe, to można z dużą pewnością stwierdzić, że przyczyniło się to do krachu polskiej gospodarki, a co za tym idzie, również do upadku komuny. Faktem niezaprzeczalnym natomiast jest pojawienie się w tamtych latach pierwszych ośrodków Anonimowych Alkoholików. Potencjalnych członków było całkiem sporo – ponad milion alkoholików w roku 1980. Problem alkoholowy dotykał nie tylko prostych robotników. Kłopoty z alkoholem mieli przykładowo: pisarz Marek Hłasko czy poeci Edward Stachura i Rafał Wojaczek.

Kwestia narkotyków w czasach komuny, odgrywała zdecydowanie mniejszą rolę niż problem alkoholowy. polscy hipisi Narkotyki oczywiście istniały, jednak były problemem niewielkiej części społeczeństwa. Pojawienie się tych szkodliwych środków, miało związek z rozprzestrzeniającym się ruchem hipisowskim. Ze względu na zamknięty charakter systemu komunistycznego, polscy hipisi musieli zadowolić się substytutami – rozpuszczalnikiem służącym do oczyszczania ubrań (tzw. tri), jugosłowiańskim środkiem odchudzającym (fermetrazyna), zawierającym amfetaminę. W 1976 roku w Gdańsku stworzono tzw. kompot, będący „polską heroiną”. Szacuje się, że liczba narkomanów w latach 80-tych w Polsce nie przekraczała 50 tysięcy osób. Sytuacja zaczęła się pogarszać po 1990 roku, kiedy to dostęp do narkotyków z innych krajów stał się o wiele łatwiejszy.


Redaktor
Mateusz Pietrzyk
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.