logowanie rejestracja

Szkolne lata :)

Nie raz zastanawialiśmy się jak wyglądała szkoła za czasów naszych rodziców czy też dziadków. Jak wyglądały zajęcia? Jak radzono sobie bez Internetu? Czy od tamtej pory dużo się zmieniło?

B: Jak za Pani czasów wyglądała nauka w podstawówce? Czy prócz skali ocen coś jeszcze wyglądało inaczej?

M: Szkołę podstawową zaczęłam w 1967 roku. Pamiętam, że w klasach znajdowały się duże, drewniane ławy, a pośrodku w specjalnie zrobionej dziurce stały kałamarze. Każdy mógł dolewać do nich swój atrament. W pierwszej klasie nauczyciele, a szczególnie moja Pani od języka polskiego, kładli ogromny nacisk na pisanie ołówkiem albo piórem ze stalówką. To był mus. Zeszyty produkowano tylko i wyłącznie 16-kartkowe, owijało się je szarym papierem. Książek było zdecydowanie mniej niż teraz. Jeśli chodzi o plecaki to bez porównania były lżejsze. Nosiło się tylko elementarz i książkę do matematyki, a okazjonalnie np. blok rysunkowy. W wyposażeniu plecaka nie mogło zabraknąć również drewnianego piórnika oraz królującej wtedy gumki myszki. Pamiętam, że niektórzy nauczyciele, nie byli po studiach, a mimo to naprawdę wiele się od nich nauczyłam. Teraz zatrudnienie takiej osoby byłoby chyba niemożliwe. Trzeba również wspomnieć, że kiedyś nie było Internetu, więc pisanie prac czy odrabianie lekcji nie było takie proste jak teraz, jednakże po wszystkie potrzebne informacje można było udać się do biblioteki.

B: Jak uczniowie organizowali sobie czas w trakcie przerw?

M: W lato przeważnie graliśmy w piłkę na boisku szkolnym, bądź spacerowaliśmy. Natomiast zimą, kiedy boisko było zamknięte, krążyliśmy w parach po korytarzu. Dyżurni pilnowali czy ktoś nie stoi np. pod oknem i nakazywali spacerowanie w koło. Prawie jak w więzieniu… (śmiech)

B: Organizowano w szkole jakieś bale, uroczystości?

M: Pewnie. Uczestniczyliśmy w balach karnawałowych czy „choince”. Uroczystości ku czci Lenina też się zdarzały. Cóż, takie były czasy…

B: Czy ubiór ucznia był odgórnie ustalony?

M: Oczywiście. Obowiązkowo nosiło się fartuszek z białym przypinanym kołnierzykiem, a na ramieniu widnieć musiała własnoręcznie przyszyta tarcza z emblematem szkoły. Dużą wagę przywiązywano również do czystości w szkole, dlatego też przed wejściem do klasy należało założyć obuwie zmienne, czyli kapcie. Nauczyciele często pytali czy nosi się chusteczkę do nosa, a także sprawdzali czystość kołnierzyka. Wtedy bardziej zwracano uwagę na schludność ucznia, na higienę. W szkole przyjmował lekarz, pielęgniarka i stomatolog. Teraz bodajże została tylko pielęgniarka, która urzęduje ok. 4 godziny tygodniowo.

B: Obecnie wiele słyszymy o uczniowskiej agresji wobec nauczycieli. Czy kiedyś także miały miejsce takie sytuacje? Jak postrzegano nauczyciela?

M: Za moich czasów dyscyplina zupełnie inna. Zarówno w podstawówce jak i w szkole średniej nauczyciel miał autorytet. Był szanowany i większość czuła do niego respekt. Ale znaleźli się też tacy, co im się stawiali, ale na pewno nie na taką skalę jak dziś. Za rozmowę na lekcji można było oberwać linijką, czego niestety doświadczyłam. Doskonale to pamiętam. Odezwałam się cichutko do koleżanki z ławki, nim ta zdążyła mi odpowiedzieć, przy ławce pojawiła się nauczycielka z ogromną drewnianą linijką. Użyła słów „daj łapę”, po czym grzmotnęła mi w dłoń. Okropnie bolało, a spuchniętą dłonią, nie dałam rady pisać. Za nieodpowiednie zachowanie stawiano również do kąta. Natomiast uczniom sprawiającym duże trudności wychowawcze obniżano zachowanie, wzywano rodziców bądź wysyłano do dyrektora Obecnie dla uczniów nie jest to jakaś wielka kara, ale kiedyś owszem. Nasz dyrektor potrafił nieźle złoić skórę. Obowiązkowo trzeba było nosić dzienniczek na uwagi.

B: Czy w liceum dyscyplina była równie ważna jak w podstawówce? Czy grono pedagogiczne kładło nacisk na inne sprawy związane z rozwojem ucznia?

M: Tak, a szczególnie w szkole, do której uczęszczałam. Dyrekcja nakazywała brać udział w wydarzeniach odbywających się w naszym mieście. Nieobecność na nich trzeba było gęsto tłumaczyć. Żebyśmy wiedzieli, co to jest praca, wysyłali nas na wykopki do PGR-ów, do mleczarni bądź też na buraki. I to w wakacje! Były to zajęcia obowiązkowe. Oczywiście jako klasa otrzymywaliśmy za to pieniądze, które przeznaczaliśmy np. na wycieczkę.

B: Czy w szkole działały jakieś kółka zainteresowań?

M: Owszem, było dużo przeróżnych kółek. Prężnie działało również harcerstwo, aczkolwiek mnie to jakoś nie kręciło. Za to jak nauczyciel odkrył, że mam dobry głos, zostałam musowo wcielona do chóru.

B: Dziś niektóre szkoły organizują korespondencje uczniów z rówieśnikami z innych krajów. Czy wtedy też tak było?

M: W mojej szkole tak. Nauczyciela rosyjskiego przynosiła nam adresy do uczniów jednej z radzieckich szkół. Ja prowadziłam korespondencję z dziewczyną z Mińska. Bodajże mam te listy jeszcze gdzieś schowane. Nie pamiętam dokładnie, o czym pisałyśmy, ale pewnego razu przysłała mi zdjęcie swojego ulubionego aktora, w którym była zauroczona (śmiech).

B: Czy to, że religia odbywała się w salkach katechetycznych przy Kościele było jakąś przeszkodą?

M: Ależ oczywiście, że nie. Według mnie tak powinno zostać. Dopóki tak było nikt nie zwracał uwagi na to czy ktoś jest innowiercą. Po prostu zapisywało się na religie i nikt nie myślał nad tym czy ktoś uczęszcza na zajęcia czy też nie, bo może po prostu chodzi do innej parafii. Tak naprawdę dopiero później dowiedziałam się, kto jest jakiego wyznania. No i oczywiście religia nie wliczała się do średniej, a świadectwa otrzymywało się osobno, od księdza.

B: Jak wspomina Pani swoją studniówkę? Jaką miała Pani kreację?

M: To była najwspanialsza potańcówka na jakiej byłam. Nie mogłam ominąć takiej zabawy. Studniówkowe kreacje były z góry ustalone przez ciało pedagogiczne - biała bluzka i ciemna spódniczka bądź sukienka. Jednakże wszyscy wyglądali zjawiskowo i świetnie się bawili, a przede wszystkim nie wydawali nie wiadomo ile pieniędzy na kreacje, makijaż czy fryzurę tak jak jest teraz.

B: Dziękuję za rozmowę.

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.

Komentarze (2)

Biretka Faronka, 20.09.2014, 19:57

miło się czytało, a tekst - jak dla mnie - jest inspirujący, jako że aktualnie piszę na ten temat http://prl-subiektywnie.blog.pl/201 4/09/20/linijka-po-lapach/

Izabela Grudniewska, 07.09.2010, 19:25

Uważam, że słusznie lekcje religii odbywały się w salkach przy Kościele. Dziś są tylko problemy z tego powodu. Co zrobić z uczniem, który nie uczęszcza na lekcje religii, jak zorganizować mu czas jeśli ma tak zwane "okienko" no i oczywiście kwestia oceny z religii na świadectwie i wliczanie jej do średniej.